Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat bez kopytka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat bez kopytka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, lutego 12, 2017

2224. Jest moc

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Choroba jest niebywale antysystemową siłą — myślę sobie od paru dni. Wyjmuje człowieka z jego naturalnego środowiska, w którym się stara, realizuje, staje na głowie, spełnia obowiązki wobec bliskich, dalszych i społeczeństwa, w którym — by rzec obrazowo lub obrazoburczo — ludek lub ludka zapierdala od rana do nocy, czasem siedem dni w tygodniu, bo taki mamy klimat i tylko prawdziwy degenerat, mógłby szaleństwo tego świata zakwestionować, nikt normalny się nie odważy.

Choroba ma odwagę i czelność przyjść w najmniej odpowiedniej na wizyty chwili. Przychodzi — by rzec obrazowo lub obrazoburczo — i rozpierdala zastany porządek, co go tak pięknie ludek lub ludka latami budowali. Przypadłość nic sobie nie robi z tego, żeś szycha, prezesso, że terminy cię gonią od miesięcy, że tyle jeszcze trzeba najlepiej na wczoraj. Choroba przychodzi, rozsiada się i mówi: „baw mnie”, gdy zupełnie brak ci ochoty na jakąkolwiek zabawę.

Choroba wyjmuje z systemu, z którego wydawało się, że wyjść się nie da, bo nie można, nie należy, bo co ludzie powiedzą i co jeszcze dusza sobie zamarzy.

„Najlepsze” są te choroby, które, choć zwrócą cię światu, długo trwają. Najlepsze, by z łatwością przyglądać się chorobowej dynamice. Wypadasz z systemu, a świat się nie skończył, ludzie żyją i bezczelnie dają sobie radę bez ciebie. To bardzo ciekawe doświadczenie.

I nagle przychodzi dzień, by z pewną nieśmiałością i systemową niechęcią przyznać, że życie pozasystemowe naprawdę dobre jest. Nabiera się odwagi, by wyjść, opuścić, porzucić stare miejsca, nawyki i czasem ludzi. By na nowo zdecydować, w co wejść, po co i z kim. By z lekkim początkowym niedowierzaniem dostrzec, że systemy można również tworzyć.

Tego nauczyło mnie kopytko — pomyślałam dziś w prezesowej odsłonie w trzynastą miesięcznicę pewnego upadku, co początkiem nowego świata był. Nie spotkacie mnie już w żadnym systemie, któremu w jakiejś sprawie choć na chwilę nie powiedziałam: „tak”.

*

rys. JiM.

środa, stycznia 11, 2017

2191. Peregrynacja, dzień 366. (puenta)

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wiedziałam, że cała ta historia ma głębszy sens! Wiedziałam to od początku, ale trzeba było poczekać, aż się wypełni, dopełni, domknie.

Dziś Akuszer wypowiedział poniższe słowa. Oniemiałam, gdy je usłyszałam:

chodzić wolno oznacza również wolno chodzić!

_______________
† tempo.
‡ bez przymusu i nakazu, luzem; wolność.

*

Wolna wracałam do domu wolno. Zadziwiające jest, że wydarzające się rzeczy rzadko są tylko faktami. Czas jest wspaniałą przyprawą do wydarzeń, relacji i sensu.

*

Ku czci życia, reksio!

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 1400 powtórzeń.

czwartek, stycznia 05, 2017

2185. O spotkaniu dwóch dróg

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

to uczucie, że tak długa droga przede mną. dojmujące.
nie dałam się i swoje dziś zrobiłam. więc reksio.

to uczucie, że długa droga za mną. dumne.
jestem metal-free dziewczyną bez szwów. dziesięć poszło dziś precz.

*

Tak, to już przeszłość. Szkoda, nie mogę w związku z tym nic zrobić. Ale co mogę zrobić teraz?

Flore Neil, Nawyk samodyscypliny. Zaprogramuj wewnętrznego stróża,
przeł. Małgorzata Głogowska, Helion, Gliwice 2013.
(wyróżnienie własne)

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 800 powtórzeń.

czwartek, grudnia 22, 2016

2159. Ostatnia książka w świecie bez kopytka

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Braszka. Gdyby nie Ona w ogóle nie wiedziałabym o tej książce. Przegapiłabym ją. Nie dotknęłaby mnie. Przedwczoraj łapczywie ją kończyłam „zamiast”. Zamiast, bo przedwczoraj najchętniej bym się upiła, by nie czuć. Nie mogłam, bo kilka dni wcześniej podpisałam papiery, w których zobowiązałam się do tego, że przez czterdzieści osiem godzin przed operacją będę trzeźwa jak świnia. Byłam więc świnią uciekającą przed własnym strachem.

Myślę, że bardzo trudno wam zrozumieć, jakie kłopoty sprawia nam wyrażenie tego, co czujemy. Łatwiej nam traktować ból tak, jak gdyby już minął, niż zakomunikować innym, że coś nas boli.

*

My, dzieci autystyczne, chciałybyśmy, żebyście nas pilnowali. To znaczy: „Proszę, nigdy z nas nie rezygnujcie”. Mówię „pilnujcie nas”, dlatego że czasem dodaje nam sił już samo to, że ktoś na nas patrzy.

*

     1. Myślę o tym, co zamierzam zrobić.
     2. Wyobrażam sobie, jak to zrobić.
     3. Zachęcam sam siebie, żeby się do tego zabrać.
To, czy mi się uda, zależy od tego, jak gładko przebiegnie ten proces. Zdarza się, że nie jestem w stanie czegoś zrobić, nawet jeśli naprawdę bardzo chcę. Tak się dzieje, kiedy nie panuję nad swoim ciałem. Nie chodzi o to, że jestem chory czy coś takiego. To tak, jakby całe moje ciało, poza duszą, należało do kogoś innego i nie miałbym nad nim żadnej kontroli. Nie sądzę, żebyście byli w stanie sobie wyobrazić, jakie to okropne uczucie.

*

[…] jeśli tylko możemy nauczyć się kochać samych siebie, to — wydaje mi się — nie ma znaczenia, czy jesteśmy normalni, czy autystyczni.

*

     — Przecież wszystkie ścieżki się ze sobą łączą.
     Gołąbka zdumiała ta niespodziewana odpowiedź. Po chwili się uśmiechnął.
     — No proszę! Więc ścieżka, której przez cały czas szukałem, to ta, na której stoję!

*

Myślę, że ludzie z autyzmem urodzili się poza reżimem cywilizacji.

*

Shun podjął decyzję.
     Przyszłość to coś, co tworzymy.

Naoki Higashida, Dlaczego podskakuję,
przeł. Dominika Cieśla-Szymańska, W.A.B., Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

*

W swojej pracy inspirujemy się naturą, żeby przemówić do odbiorców, sprowokować myśli i wspomnienia. Podoba nam się koncepcja pokazywania czegoś, czego właściwie nie da się zobaczyć — i zadawania poważniejszych pytań.

(tamże)

Kai & Sunny, jedna z ilustracji umieszczonych w książce, źródło.

środa, grudnia 21, 2016

(2157+1). Peregrynacja, dzień 345.

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

idę. oddać złom.

[…] przeszkody niosą ze sobą coś pozytywnego. Teraz patrzysz na życie z innej perspektywy, to by się nigdy nie stało, gdybyś ich nie spotkał.
     Jadąc po wybojach, tracąc wiele energii, docierasz do miejsca, z którego możesz spojrzeć dalej, zobaczyć więcej. Widok jest spektakularny, a świat wydaje ci się zupełnie inny.

*

Wzdychasz więc i w przypływie odwagi stawiasz kolejny krok, kierowany przez cichy, mądry głos wewnętrzny. Gdy odwagi zabraknie, odpoczywasz i czekasz, aż ukaże ci się kolejny znak i wreszcie go dostrzegasz. On zawsze w końcu się pojawia.

*

A to, co przyjdzie, będzie doskonałe, mimo że strach próbuje temu zaprzeczyć.

Bronnie Ware, Twój rok na zmianę. 52 kroki do szczęśliwego życia,
przeł. Joanna Golik-Skitał, Czarna Owca, Warszawa 2016.

[suplement 22.12.2016]
comi wyjęli z nogi

sobota, grudnia 17, 2016

2151. Zamiast okołoświątecznych kajdan

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bo lubię to wydawnictwo. Bo była wielka promocja. Bo czytałam już tę Autorkę. I? I nie dam rady czytać jednego rozdziału na tydzień. Połknę, pochłonę, a potem, już w Nowym Roku, może będę czytać rozdział na tydzień. Zatrzymać się przy tej książce to przywilej.

Tak sobie myślę, że to może być doskonały prezent dla tych, których złapała lub ma chęć złapać deprecha świąteczna oraz dla tych, którzy przymierzają się do tego, by złapać się w pułapkę noworocznych przyrzeczeń. Pieprz to i zrób choćby jeden krok.

Kto jak kto, ale ja w tym rok nauczyłam się wiele o wadze i wartości każdego kroku. Chwilowo mogę wystąpić w roli eksperta w tej kategorii.

[…] nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje. W gruncie rzeczy jest o wiele lepiej.

*

Zmiana zawsze wisi w powietrzu.

*

Osoba, którą się staniesz, to ktoś, na kogo twoje serce czekało. Potrzeba czasu, miłości, cierpliwości i chęci, by dać się pozytywnie zaskoczyć tym, kim się naprawdę jest.
     To zdecydowanie najlepsza niespodzianka, na jaką możesz liczyć w życiu.

*

Szczerość wymaga odwagi, tak samo jak milczenie.

Bronnie Ware, Twój rok na zmianę. 52 kroki do szczęśliwego życia,
przeł. Joanna Golik-Skitał, Czarna Owca, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

niedziela, listopada 20, 2016

sobota, października 15, 2016

2083. Peregrynacja, dzień 277. (aneks)

 wpis przeniesiony 25.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na rehabie wczoraj. Maga zadała mi nowe, piekielne, fantastyczne ćwiczenie, którego oczywiście nie jestem w stanie wykonać w pełnej czasowo-kątowej wersji. Jeszcze nie jestem w stanie. Już, na dzień dobry, uwielbiam tę zadaną mi kombinację ruchów i trwania. Jest wyzwaniem, ale też nagrodą, za drogę, którą już przeszłam.

Uwielbiam. Uwielbiam obserwować, jak rodzi się pamięć mięśniowa przy każdym nowym, piekielnym, ale jednocześnie fantastycznym ćwiczeniu-wyzwaniu, którego uczę się krok po kroku, które powoduje, że zdobywam milimetr po milimetrze nieznany lub niepamiętany ląd sprawności.

A na koniec. Gdy kopytko chłodziło się po wszystkim, usłyszałam po raz pierwszy w życiu tę piosenkę. Zapamiętałam fragment tekstu, by odnaleźć ją i mieć dla siebie.

Świętuję! Łomolę…

Marta Podulka, Mocna.

teraz czuję moc,
teraz czuję siłę.
pójdę własną drogą na sam szczyt
tego chcę!

poniedziałek, października 10, 2016

2076. Peregrynacja, dzień 273.

 wpis przeniesiony 25.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mam na imię Jabłoń i jestem kundloholiczką. Tak powinien zaczynać się czwartkowy wpis półtora tygodnia temu. Mój kundel owego dnia zapdejdtował się na śmierć. Miałam pełen zakres objawów odstawiennych. Towarzyszyło mi kompletne niezrozumienie, że przecież nie dzieje się nic wielkiego, mogę do ręki wziąć papier, kartki przewracać, fizycznością książki się cieszyć. Pojąć nie mogłam, że żeby czytać, dwóch rąk trzeba używać zamiast jednego palca. Poszukiwania diagnozy i leku na błąd numer 2 skończyły się smakowaniem przedskoczka TTIP i CETA.

Tak, kundle — wspaniałe, gdy działają — mają wadę. Kupując kundla trzeba się nastawić na to, że kupiło się jednorazowy luksusowy pendrajw o pewnych dodatkowych własnościach. Mój żył 19 miesięcy, co oznacza koszt 32 zł miesięcznie, luz. Zła? Byłam wściekła, bo straciłam wszystkie swoje notatki. Straciłam, bo myślałam, że kupiłam urządzenie elektroniczne. Teraz już wiem, notatkom trzeba robić bekapy, bo kundel wcześniej czy później zdechnie.

Jak skończyła się ta historia? Zwyczajnie i prozaicznie. Mam nowego kundla.

*

Ale zanim Sadownik przytargał nowy czytnik, czytać się chciało, bo przecież mam na imię Jabłoń i jest literkoholiczką.

Mam jeszcze trochę papieru do przeczytania. Gdy przeskoczyłam mentalnie potrzebę używania dwóch dłoni, sięgnęłam po książkę, którą pożyczyłam od Sadownika Mamy przeszło półtora roku temu. Nie idzie zrozumieć, dlaczego wszystkie inne książki Genovy są dostępne i w papierze, i w wersji elektronicznej, ale nie TA! A ja papieru bez powodu nie kupuję. W przypadku tej książki brak powodu potwierdza się boleśnie — papier standardowy, czyli bury.

A książka? A sama książka… zamyśliłam się. Chyba nie rozumiałabym — tak jak rozumiem, mając doświadczenie ostatnich trzydziestu dziewięciu tygodni — wielu zdań, akapitów, myśli i znaków zapytania. Lektura obowiązkowa dla pracoholików i tych, co im się wydaje, że świat się bez nich zawali.

[…] spojrzał na zegarek i powiedział „Nie martw się, dasz radę”. Akurat nie potrzebowałam prognozy w stylu Zen.

*

Udzielamy porad strategicznych firmom na całym świecie, działającym w dowolnej branży — dotyczących innowacji, konkurencyjności, restrukturyzacji, kierownictwa, marki, fuzji, wzrostu i — przede wszystkim — zarabiania pieniędzy.

*

     — W porządku, ale kiedy według ciebie będę mogła wrócić do normalności?
     […]
     — Może nigdy.
     Nie lubię tej baby.

*

Uśmiecham się. Może jeszcze nie jestem zbyt dobra, ale można powiedzieć, że jestem odrobinę lepsza, niż nie za dobra.

     — Suuuper — mówi i mogę przysiąc, że usłyszałam, jak odskoczyło wieczko pojemnika, skrywającego jego wyobraźnię.

*

Cygaro nigdy nie jest tylko cygarem.

*

Kogo ja okłamuję. Daleko do poprawy. Poprawa to maleńka wioska, zagubiona gdzieś w puszczy amazońskiej, a ja nie mam żadnej mapy. Muszę mieć szczęście, żeby do niej dotrzeć. Muszę mieć szczęście, żeby dotrzeć dokądkolwiek.

*

     — Na jak długo?
     — Na teraz.

*

Mózg to niezwykła rzecz. Nigdy nic nie wiadomo. Musiał skończyć studia medyczne, żeby się o tym dowiedzieć.

*

     — Widzisz, jestem głupi.
     — Nie jesteś głupi. Nie mów tak. Myślisz, że ja też jestem głupia?
     — Nie.
     — No właśnie. Żadne z nas nie jest głupie. Nasze mózgi pracują inaczej niż mózgi innych ludzi i musimy się nauczyć, jak zaprząc je do pracy. Ale nie jesteśmy głupi, prawda?
     — Prawda — mówi, zupełnie mi nie wierząc.

*

Niedługo będzie najkrótszy dzień roku, więc dzień przechodzi w noc w mgnieniu oka, przypominając mi, że w jednej chwili wszystko może się zmienić.

*

Malowanie to patrzenie. To skupianie się na tym, co zwykle omiatamy wzrokiem, zamiast patrzeć. To spędzanie wolnego czasu w pełnym znaczeniu tego wyrażenia.

*

     — Ach tak. Jest kilka standardowych pytań, na które tylko ty znasz odpowiedź.
     — Okej.
     — Jaki cel chcesz osiągnąć, uprawiając sporty zimowe?
     […]
     — Świetnie. Możemy to osiągnąć. A jakieś odleglejsze cele?
     […]
     — Doskonale. A jakie masz cele życiowe? Te na najbliższą przyszłość?
     […]
     — Wow. Brzmi onieśmielająco. A jakie są twoje długoterminowe cele?
     […]
     — Odzyskać swoje życie.

*

Tak było do dnia wypadku. Po raz pierwszy od niemal dekady, przestałam zapierniczać tysiąc mil na godzinę. Wszystko się zatrzymało. I chociaż duża część bezruchu ostatnich czterech miesięcy okazała się bolesnym i strasznym doświadczeniem, pozwoliła mi podnieść głowę i rozejrzeć się wokół.
     Zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Na czym jeszcze polega życie? Może sukces polega na czymś innym, a może można go osiągnąć inaczej. Może istnieje inna droga dla mnie, po której mogłabym poruszać się z rozsądną prędkością
. […] Nie chcę tamtego życia.

*

     — […] W niektóre dni będziesz czuła się odważniej niż w inne. Tak jak każdy.
     — W niektóre dni dostrzeżesz duże postępy, a w inne nie.
     — Jasne
.

*

Robię postępy powoli, małymi krokami, nieśmiało i znienacka i dopiero po kilku tygodniach lub miesiącach , a nie dniach, można dostrzec spektakularne zmiany.

*

Jesteśmy tu, by świętować życie, jakie mamy, a nie rozczulać się nad tym, które straciliśmy.

*

     — Za pełnię życia — mówi.
     Uśmiecham się, kocham go, że zmienił się razem ze mną, za to, że poszedł za mną tam, gdzie zabrał nas mój uraz, za to, że ze mną doświadcza czegoś nowego.
[…]
     — Za pełnię życia mówię.
     Stukamy się kieliszkami i pijemy.

Lisa Genova, Lewa strona życia,
przeł. Agnieszka Kalus,
Papierowy Księżyc, Słupsk 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, września 08, 2016

2031. Oddaj się!

 wpis przeniesiony 24.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

nie wolno się poddawać! a już na pewno nie wolno poddać się bez walki — tak mówią. w konsekwencji normalny człowiek szarpie się, ze skóry wychodzi, walczy, na uszach staje, poddać się nie może. bo przegra. bo mięczak. bo wszystko, co najgorsze. bo uczepił się człowiek jak kretyn przymiotnika normalny i poddać się nie wolno!

zawsze myślałam, że poddać się oznacza odpuścić, zrezygnować, lachę położyć, przestać robić cokolwiek w określonym kierunku. to ostatnie — nicnierobienie — przerażało mnie najbardziej.

poddałam się. na trawie. w pełnym słońcu. i jeszcze bardziej. i do końca. i odkryłam, że poddać się oznacza dla mnie dziś cztery rzeczy: relaksować się głęboko, robić tylko właściwe rzeczy w określonym kierunku, kochać i oddać się życiu.

już!

piątek, sierpnia 26, 2016

2012. Zdrowiejąc wielowymiarowo

szłam. gotowa porównać dzisiejszą jakość chodu z dniem wczorajszym, z krokiem sprzed tygodnia, czy z ideą, jak powinnam już chodzić. naprawdę byłam już w blokach startowych, by ocenić, gdy… przyszła do mnie wspaniała myśl:

just notice, what is happening.

czwartek, sierpnia 25, 2016

(2005+3+2). Dzisiejsza kromka (II)

ja? która ja? kiedy? wtedy? tam?
staję na granicy znanego mi świata, gdy patrzę na to zdjęcie.
staję i czekam, aż zza odczucia, wrażenia, nowe uchyli rąbek tajemnicy.
ja. tu. teraz. na krawędzi światów.

(fot. Kaan, fragment)

wtorek, sierpnia 23, 2016

2007. tuiterazm, ćwiczenie praktyczne

 wpis przeniesiony 24.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

właściciel. otworzył drzwi swojego helikoptera. nic sobie nie robił z oczekiwań pod swoim adresem. zatrzymałam się z wrażenia i podziwu. nie wyglądał mi na kogoś, kto martwi się, że inni chodzą dużo szybciej, mają więcej władzy, zarabiają przyzwoite pieniądze i ogrywają całe województwo w squasha. był tu i teraz całym sobą. był niewiarygodnie i ożywczo prawdziwy. nie miał czasu do tracenia.

zaledwie chwilę wcześniej dwulatek szedł razem z mamą i siostrą na plac zabaw, znajdujący się w zasięgu wzroku dorosłego człowieka. ułamek sekundy i chłopiec, przykucnięty w charakterystyczny dla kilkulatków sposób, całym sobą grzebał w zabawce. nie miał czasu na „za chwilę”.

że niby co? nie masz helikoptera? zdecydowana większość z nas nie ma, ba, nawet nie mamy uprawnień do pilotowania metalowych ptaków. śmiem twierdzić, że to tania i niegodna dorosłego człowieka wymówka. więc? najważniejsze na dziś: gdzie w sobie masz zaangażowanie i pasję dwulatka? przygoda dzisiejszego dnia przecież wciąż trwa!

niedziela, sierpnia 21, 2016

2003. zamiast

 wpis przeniesiony 24.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

rozpacz. wczoraj. że nie daję rady. że boli. że boję się. że już nigdy. że. że. że.

dziś. cudownie chłodny ranek. weszłam do kuchni boso. i nagle zobaczyłam siebie. tę, która nie daje rady, którą boli, która się boi, że już nigdy i że, że, że.

dogoniła mnie dobra, mądra i czuła świadomość. zatrzymała.

zaopiekować się sobą, zamiast poganiać. ważniejsze jest.
zaopiekować się sobą, zamiast pomstować na ograniczenia. ważniejsze jest.
zaopiekować się sobą, zamiast czarnowidzieć. ważniejsze jest.

amen!

poniedziałek, sierpnia 15, 2016

(1971+21+2). Degustacja #2 (suplement)

 wpis przeniesiony 24.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ten kawałek. Wczoraj. Po przeczytaniu sobie, wraz z wcześniejszym akapitem, że żona może jeść, ile chce i nic, przeczytałam na głos Sadownikowi, bo nasza sytuacja wydaje się w pewnym sensie bardzo podobna — każde z nas ma diametralnie inne doświadczenia z własnym ciałem, nie włączając w to turbulencji związanych z płcią.

Ten kawałek. Wciąż za mną chodzi. Pięknie chodzi!

Ten kawałek. Ograniczony do minimum, bo przecież blog nie zniesie półtorej strony druku. Musi tu być, bo jak ulał, synchronicznie wbił się w moje „przemyśliwiwania” na temat bezkopytkowa. Pozostaję daleka od gratulowania człowiekowi, że połamał nogę, miał wylew, dopadła go cukrzyca, ale…

i co teraz? kim możesz (nareszcie!) być?

Ten kawałek. Wciąż za mną chodzi. Pięknie chodzi!

Ten kawałek. Było tak. I dobrze, że anioły przeprosiły, ale to prawda, że nie mogły inaczej. Już to wiem. Bezkopytkowo, no cóż, choć jeszcze w styczniu 2017 dogrywka, jest… błogosławieństwem. Piszę to, nomen omen, w 217. dniu peregrynacji, zamykając 31. tydzień. ¡Salud!

Ten kawałek. Wciąż za mną chodzi. Niech tu przycupnie.

„Życie jest niesprawiedliwe” — tak sobie to tłumaczyłem. […]
     Lecz kiedy się teraz nad tym zastanawiam, moje przybierające na wadze ciało było prawdopodobnie prawdziwym błogosławieństwem. Innymi słowy, jeśli nie chciałem przybierać na wadze, musiałem uprawiać wyczerpujące ćwiczenia każdego dnia, uważać na to, co jem, i ograniczyć przyjemności. Takie życie nie należy do łatwych, lecz jeśli nie szczędzi się wysiłków, metabolizm ulega pozytywnym zmianom i w rezultacie jest się o wiele zdrowszym, a przy okazji silniejszym. […] jedynym sposobem na to, by zrozumieć, co naprawdę jest słuszne, byłoby spojrzenie na sprawy w długiej perspektywie. […] uważam, że ta fizyczna przypadłość powinna być odbierana pozytywnie, jako błogosławieństwo. Mamy szczęście, że doskonale widzimy czerwone światło. Rzecz jasna, niełatwo jest zawsze postrzegać sprawy w ten sposób.

Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu,
przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

*

(12+7+4) × (2 × 25 m)

och!

Ryczeliśmy ten hymn oboje z Sadownikiem wracając do domu o 7.10. Ryczeliśmy głośno. Matko Bosko Nietonąco! Bardzo głośno, bardzo świątecznie ryczeliśmy! ¡Salud!

Frank Sinatra, My Way.

niedziela, sierpnia 14, 2016

(1971+21). Degustacja #2

 wpis przeniesiony 24.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jest niedziela, 14 sierpnia. Tego ranka [… ]. Po porannym spacerku z Heniutką, w ciszy dosypiającego jeszcze Przytuliska, z kawką w ulubionym czeskim kubku, odłożywszy na bok wszystko to, co we mnie się dzieje, zaległam w hamaku na kolejny rozdział nieśpiesznie czytanej w odcinkach książki, bo przecież… dziś jest niedziela, 14 sierpnia.

Ta książka to dla mnie przygoda rozpisana na półtora roku, czas na kontemplację zmian, które wtargnęły w moje życie i konsekwencji tych zmian, które stały się moim wyborem. Cdn.

Coś spadło wówczas z przetworzy i cokolwiek to było, przyjąłem ten dar.

*

Musiałem oddać pisarstwu wszystko, co miałem. Gdyby mi się nie powiodło, zniósłbym to. Wiedziałem natomiast, że gdybym robił coś połowicznie, zawsze czułbym do siebie żal, gdyby mi się nie udało.

*

[…] doszedłem do wniosku, że będę się starał najlepiej jak umiem i zobaczymy, co się wydarzy.

*

[…] nienawidziłem wręcz dni sportu. Działo się tak dlatego, że byłem do tego przymuszany. Zawsze źle znosiłem zmuszanie mnie do robienia czegoś, czego nie chciałem robić, zwłaszcza w czasie, gdy nie miałem na to ochoty. Kiedy jednak mogłem zrobić coś, na co miałem ochotę, w dodatku wtedy, kiedy chciałem i tak jak chciałem, poświęcałem temu wszystko.

*

Zamknęliśmy klub, więc doszliśmy [Murakami z żoną] do wniosku, że od tamtej pory będziemy się spotykać tylko z tymi, z którymi chcemy się spotkać, i będziemy unikać — na ile to możliwe — spotkań z tymi, których spotkać nie chcieliśmy. Uznaliśmy, że przynajmniej przez pewien czas możemy sobie pozwolić na ten mały luksus.

*

Rozpocząłem więc nowe, proste, regularne życie.

*

Nikt nigdy nie zalecał mi, ba, nikt nigdy nie pragnął, żebym został pisarzem — w istocie niejeden usiłował mnie od tego odwieść. Wpadłem na pomysł, że zostanę pisarzem, i wprowadziłem go w życie. Podobnie jest z bieganiem — nikt nie staje się biegaczem, ponieważ ktoś mu to poradził. Ludzie najczęściej stają się biegaczami, ponieważ tak ma być.

*

Najważniejsze, czego uczymy się w szkole, jest to, że najważniejszego nie można nauczyć się w szkole.

Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu,
przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

sobota, sierpnia 13, 2016

1990. bez recepty, a jak kopie!

moje aktualne, osobiste lekarstwo na każde zło:

rusz się!*

_______________
* przed zastosowaniem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu.